Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Sierp, młot i ciągła walka z faszyzmem

25.08.2015

Żelazna kurtyna dzieli nie Europę, ale Rosję na dwie części. I paradoksalnie bardziej boję się tej cywilizowanej Rosji...

Miałem niewątpliwą przyjemność spędzić prawie tydzień w pociągu. Podróż zaczęła się w Ułan Bator, a zakończyła w Moskwie. Były kilkudniowe zaplanowane postoje i piękne wakacje, jednak nie o turystycznych wrażeniach chcę napisać, ale o Rosji, której pewnie nie znacie. Ja nadal wiem o niej prawie tyle co nic, z tą różnicą, że trochę zobaczyłem.

Kiedy jedzie się koleją transsyberyjską w odwrotną niż planuje większość turystów stronę – nie startując w Moskwie, a w niej podróż kończąc – imperium pokazuje inne oblicze. Jeśli po Placu Czerwonym spaceruje kilku sobowtórów Lenina i Stalina, to przybysz z Zachodu (tak, Polska jest wobec Rosji zdecydowanie Zachodem!) traktuje to jako turystyczną atrakcję. Sowieckie symbole: sierp, młot, czerwona gwiazda, w zestawieniu z drogimi restauracjami, markowymi sklepami i elegancko ubranymi Rosjankami jawią się jako lokalny koloryt. Ale w rosyjskiej Azji jest zupełnie inaczej.

Każdy miejscowy, z którym udało mi się zamienić kilka słów w Ułan Ude, Irkucku, nad Bajkałem, a potem w pociągu, mówił to samo: „Rosja zaczyna się za Uralem”. Mieszkańcy azjatyckiej części imperium – po przejechaniu prawie sześciu tysięcy kilometrów słowo imperium wydaje mi się całkowicie na miejscu – ma o Moskwie i Sankt Petersburgu zdanie nie najlepsze, uważając, że ludzie tam żyjący za bardzo przesiąknęli burżuazyjnym sposobem bycia. W Azji nie ma kompromisu z Zachodem.

Na centralnym placu Ułan Ude, miasta wielkości Katowic, stoi największa w świecie głowa Lenina. Zagraniczni turyści robią tam sobie zdjęcia traktując pomnik jak osobliwość. Rosjanie przychodzą tam odświętnie ubrani i fotografują z nieskrywaną dumą. W Irkucku, większym od naszej Łodzi, główne ulice wciąż noszą imiona Lenina, Marksa i Engelsa, a co najmniej połowa samochodów ma przy lusterkach wstecznych zawiązane pomarańczowo-czarne wstążki symbolizujące… zwycięstwo nad faszyzmem. Mieszkaniec syberyjskiej tajgi – gdzie wszystkie wioski zbudowane są w stu procentach z drewna - Sierioga (na oko miał może 55 lat) tłumaczył mi z lekko zamglonymi alkoholem oczami, że Rosjanie i Polacy to bracia Słowianie, bo razem pogoniliśmy hitlerowców. A w zasadzie to oni gonili, a myśmy im trochę pomagali… Ani słowa o upadku komunizmu, ekonomicznym kryzysie imperium czy dzisiejszych sankcjach. Świat zatrzymał się gdzieś w latach 50. ubiegłego wieku i za cholerę nie chce ruszyć do przodu. I to nie jest odosobniony przypadek Sieriogi, ale naturalny na Syberii sposób myślenia. Wzbudzało to z jednej strony współczucie – bo chyba właśnie tak należy definiować „sowieckiego człowieka”, a z drugiej sympatię – bo nijakiej wrogości nie odczuwałem.

Wydaje mi się, że dzisiaj żelazna kurtyna dzieli nie Europę, ale Rosję na dwie części. I paradoksalnie ja bardziej boję się tej cywilizowanej Rosji „moskiewskiej”, która chce ekspansji na dawne republiki, a może i jeszcze dalej, niż tej Rosji azjatyckiej. Owszem ludzie są tam zindoktrynowani w sposób niewyobrażalny, ale jakiekolwiek podboje im nie w głowie (jeśli już to sami boją się ekonomicznej ekspansji Chin). Choć z tym ostatnim byłbym ostrożny: sprawny manipulator – w stylu Putina – może nimi pokierować w dowolny sposób. Bo mieszkańcy Syberii dla swojej matuszki Rassiji są gotowi zrobić wszystko.

Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook