Jedynie prawda jest ciekawa

Siatkarzom chwała, a prezydent chała

22.09.2014

Trzeba mieć grację słonia, by rozzłościć tłum kibiców świętujących zdobyty dosłownie kilka minut wcześniej tytuł mistrzów świata. Bronisławowi Komorowskiemu to się udało.

Wszyscy pewnie słyszeli, ale na wszelki wypadek przypomnę: tuż po zakończeniu finałowego meczu z Brazylią reporter Polsatu przeprowadził wywiad z prezydentem Komorowskim. Wzruszony rozmówca walnął jedną gafę (co w jego przypadku dziwne nie jest) nazywając gratulując sukcesu piłkarzom zamiast siatkarzom – taka pomyłka w emocjach zdarzyć się może każdemu. Ale powiedział też, że dziękuje właścicielowi Polsatu Piotrowi Solorzowi (a może Zygmuntowi? – imion i nazwisk jest kilka do wyboru) za to, że Polacy mogli zobaczyć finał czempionatu w kanale otwartym. Na co spora część spodkowej widowni zareagowała buczeniem i gwizdami. Ja zareagowałem przed telewizorem tym samym, bo to jest po pierwsze załatwianie prywaty przez głowę państwa (Solorz odkodował transmisję na osobistą prośbę Komorowskiego), a po drugie szczyt hipokryzji. Jak dla mnie padły słowa równie skandaliczne, co – długo szukałem porównania – dziękowanie Putinowi za wysłanie konwoju humanitarnego na Ukrainę. Skala trochę inna, ale zasadność słów wdzięczności podobna.

Co do samego sportu, to przed siatkarzami kłaniam się czapką do samej ziemi, tym bardziej, że w medal mistrzostw świata nie wierzyłem. Myślałem, że zawodnicy są tak bardzo zagłaskani przez kibiców siatkówki w Polsce - którzy są w stanie wybaczyć wszystko i bawić się świetnie na przegranych meczach – że w decydujących momentach zabraknie im determinacji. Odszczekuję, byłem człowiekiem małej wiary, a oni są wielcy.

W tej złotej drużynie wszyscy zagrali dobrze lub wybitnie, ale jeden zasługuje na szczególną uwagę, nie tylko dlatego, że dostał nagrodę dla najlepszego zawodnika mistrzostw. Mariusz Wlazły – zawodnik, którego kilka lat temu wygwizdywano, a co bardziej ortodoksyjni kibice (a nawet kilku dziennikarzy) chcieli pozbawić obywatelstwa. Dlaczego? Bo Wlazły przez parę lat odmawiał gry w reprezentacji Polski. Tłumaczył to podatnością na kontuzje, zmęczeniem, życiem rodzinnym. Do mnie to trafia, bo rozumiem, że ktoś woli spędzić czas z żoną i dopiero co narodzonym dzieckiem, zamiast przez dwa miesiące jeździć po świecie mając za towarzystwo ciągle tych samych spoconych treningami i meczami facetów. Bo to nie jest prosty wybór, jak chcieliby niektórzy, między Polską a prywatą. To jest też wybór pomiędzy domem a włóczęgą, który muszą zaakceptować twoi najbliżsi.

Wiele osób tego tłumaczenia nie przyjmowało, bo przecież nie można odmówić zaszczytu reprezentowania narodowych barw. Może napiszę coś niepopularnego, ale uważam, że można. Jeśli twoja głowa i serce są gdzie indziej – wtedy będziesz tej reprezentacji tylko przeszkadzał. Wlazły pewnie jako profesjonalny sportowiec wie to znacznie lepiej. W tym roku poczuł, że jest w stanie poświęcić te kilka miesięcy życia. Dla spełnienia swoich marzeń, dla kibiców, dla Polski. Teraz wiemy, że dobrze zrobił.

A swoją drogą chciałbym by Bronisław Komorowski był prorokiem. Żeby nie tylko siatkarze, ale także piłkarze pokonali na jednej imprezie mistrzowskiej Brazylię, Niemcy, Francję, Argentynę i Rosję. Ale tego wyobraźnia moja nie ogarnia.

Maciej Muzyczuk


Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook