Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Ręczne sterowanie czyli słuchawka w uchu Moniki Olejnik

31.03.2015

W zeszłym tygodniu trafiłem przypadkiem na program „Kropka nad i”, w którym Monika Olejnik przebijała krogulczym spojrzeniem Adama Hofmana.

Staram się raczej nie denerwować gdy nie muszę, więc już chciałem zmienić kanał, gdy nagle wydarzył się incydent ze słuchawką.

To w zasadzie nie był incydent, bo słuchawka z ucha Gospodyni nie wypadła - to był raczej incydencik. Otóż słuchawka do Moniki Olejnik przemówiła głosem Pałacu Prezydenckiego. Poseł Hofman powiedział, że ktoś był w komitecie honorowym Bronisława Komorowskiego, a Gospodyni odparła, że nie był. Poseł Hofman zapytał skąd wiadomo, że nie był, na co usłyszał, że właśnie na słuchawkę Gospodyni zadzwonił Pałac Prezydencki i powiedział, że nie był. To dodać trzeba, że finalnie Hofman spór przegrał – tak zadecydował sąd rozpatrujący sprawę w trybie wyborczym. Ale mnie nie o sprawę idzie, tylko o słuchawkę.

Otóż słuchawka w dziennikarskim uchu, zwana czasem „kluską”, spełnia rolę porządkowo-doradczą. Po drugiej stronie kabla jest redaktor, który czasem podrzuci pytanie albo celną puentę, ale także informuje, że za chwilę wejdzie materiał filmowy albo, że zbliża się koniec programu. Są dziennikarze, którzy z podpowiedzi chętnie korzystają, są tacy, którzy tego nie znoszą. Pamiętam, że kiedyś, będąc redaktorem programu publicystycznego, byłem tak gorliwy w podpowiadaniu prowadzącemu rozmowę dziennikarzowi, że ten w trakcie wywiadu z uśmiechem wyjął słuchawkę z ucha i spokojnie rozmowę kontynuował, a moja chęć pomocy poszła psu na budę. Ale przyjąłem to z pokorą, bo tym dziennikarzem był Bronisław Wildstein, a ja to tylko ja... Wystarczy tej dygresji, pora wrócić do słuchawki w uchu Moniki Olejnik.

Po raz pierwszy spotkałem się z przypadkiem, by w trakcie programu narzędzie, które służy do zawodowej dziennikarskiej komunikacji zostało w tak bezczelnie oczywisty sposób wykorzystane do politycznego celu. To się pewnie zdarza, zwłaszcza w telewizjach, które są z władzą za pan brat, że słuchawką płyną polityczne instrukcje. Jednak jest to sprawa na tyle wstydliwa, że przyznawać się do tego po prostu nie wypada i robi się to po cichu. A tutaj? Monika Olejnik mówi wprost, że dzwoni niespersonalizowany Pałac Prezydencki i dementuje. W takiej sytuacji wypada zadać długie i wielokrotnie złożone pytanie:

 Jak to jest, że wspomniany Pałac ma bezpośredni numer do redaktora „Kropki nad i”, może się tam bez problemu dodzwonić w trakcie trwania programu na żywo, redaktor wie, że nie dzwoni podszywający się pod Pałac uzurpator i przekazuje w żaden sposób niezweryfikowaną informację z Pałacu wprost na antenę? Nie znam odpowiedzi, ale mogę się jej domyślać. To są po prostu ludzie z tego samego towarzystwa, którzy znają się na tyle dobrze, że swoje numery mają wpisane w komórkach i rozpoznają się po głosie. A weryfikować informacji nie trzeba. Dlaczego? Ano dlatego, że – cytując klasyka – „jeden przyświeca im cel”. Mówić w największym skrócie taki, by przez następnych pięć lat z Pałacu Prezydenckiego dzwonili wciąż ci sami znajomi.

Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook