Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Polska ligowa szarzyzna

27.07.2014

Wiedziałem, że nadejdzie dzień, w którym kibic stanie przed dramatycznym wyborem.

Nie oglądać nic, lub oglądać polską ekstraklasę piłkarską. Zresztą cokolwiek człowiek by nie wybrał – wychodzi na to samo, bo oglądać najlepszą z polskich lig, to tak jakby nic nie oglądać.

Skończył się mundial, to przynajmniej był Tour de France. Ale to co piękne nie trwa wiecznie: w niedzielę kolarze dojechali do Pól Elizejskich. Popatrzyłem z zazdrością na zwycięzcę Vincenzo Nibalego, z dumą na najlepszego „górala” Rafała Majkę (a może lepiej mówić tak jak pieszczotliwie nazywali go komentatorzy Eurosportu – Majeczka, Majunia?). Transmisja jednak się skończyła i pozostała pustka i cisza. Cisza jak ta we Wrocławiu kiedy Czesi wybili nam z głowy sny o potędze podczas Euro 2012.

Niby co roku ta historia się powtarza, bo polska ekstraklasa zaczyna rozgrywki wcześniej niż zagraniczne ligi (tam dopiero zaczynają grać sparingi w tle których czai się wielka kasa i marketingowy biznes) i człowiek siada przed telewizorem z naiwną nadzieją, że poziom rośnie, zawodnicy coraz lepsi, a do najlepszych dołączymy lada chwila. Ale tak się pechowo składa, że inauguracja ekstraklasy nastąpiła tuż po ostatnim gwizdku mistrzostw świata w Brazylii i zamiast odczuć naiwnych dopadła mnie bezsilność. No bo siłą rzeczy zacząłem porównywać i moc polskiej piłki jest chyba niewystarczająca nawet na Iran. Tamtym się jakoś bardziej chce biegać dla kraju. My zachwycamy się zagranicznymi bramkami Lewandowskiego (te z weekendowych sparingów były rzeczywiście rzadkiej urody), a gdy przychodzi do meczów o punkty płaczemy przed telewizorami. Zresztą płacz i zgrzytanie zębów już się zaczęły – gdy polskie drużyny zainaugurowały występy w europejskich pucharach. Jeśli na tym poziomie rozgrywek awansujemy z takimi problemami to raczej nie należy spodziewać się podboju Starego Kontynentu.

Piszę to ze smutkiem, ale trzeba odnotować jak co roku powrót do – jak mawiali klasycy oraz Kazik Staszewski – ligowej szarzyzny. Pocieszenie jedynie w tym, że kiedy urlopy skończyli piłkarze to zaczęli je polscy politycy. Przynajmniej na chwilę odpoczniemy od tych zadufanych, przemądrzałych typów, którym się wydaje, że Polska kończy się na rodzinie (bliższej i dalszej) oraz grupie kolegów, a reszta to lud ciemny, głupi i wierzący w gusła. Odpoczniemy od salonowych gwiazd przekonanych o własnej wielkości i nieomylności. Tu zresztą widzę piłkarską analogię – z nich takie gwiazdy, jak z tych naszych ligowców. A jedni i drudzy samopoczucie mają doskonałe.

Maciej Muzyczuk

Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook