Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Polacy grają do końca!

12.10.2015

Na naszych oczach słowa piosenki stały się faktem. Kibicowski zaśpiew „Gramy do końca, Polacy, gramy do końca” przestał być tylko pobożnym życzeniem, a stał się faktem.

Polscy piłkarze przez lata przyzwyczajali nas do bylejakości, więc to co wydarzyło się w ciągu ostatniego roku jest z pewnością radosną odmianą. Nie można jednak w świętowaniu awansu na Euro 2016 zapominać, że póki co znaleźliśmy się dopiero w górnej połówce peletonu. Połówce, bo w przyszłorocznych mistrzostwach zagrają 24 drużyny, czyli mniej więcej połowa zespołów, które się o to starały. Piszę mniej więcej, bo taki na przykład Gibraltar to jest jednak mniej niż więcej…

Absolutnie nie mam tym samym zamiaru umniejszać dokonań drużyny Adama Nawałki. Od kilkunastu lat po raz pierwszy czuję, pewnie jak większość rodaków, że awans do dużej imprezy nie wydarzył się przypadkiem. To nie było zaklinanie rzeczywistości i modlitwy o to, by coś się w kolejnym meczu nam udało, a przeciwnikom w równoległym spotkaniu ktoś spiłował korki. Wręcz przeciwnie, Polacy wychodzili na kolejne pojedynki z dumą, pewnością siebie, a przede wszystkim z charakterem.

Pewnie dla większości najważniejszym momentem tych eliminacji było historyczne zwycięstwo nad Niemcami. Fakt, Lewandowski i spółka dokonali tego, co nie udało się Deynie, Lubańskiemu i Bońkowi. Ale dla mnie, tak najzupełniej prywatnie, decydującą chwilą w ostatnim roku (bo zwycięstwa nad Niemcami i Irlandią dzieli dokładnie rok) była końcówka meczu w Glasgow w poprzedni czwartek. Kiedy w doliczonym czasie gry Robert Lewandowski wepchnął piłkę do siatki doprowadzając do remisu. I to, że ten jeden punkt w ostatecznym rozrachunku się nie liczył nie ma najmniejszego znaczenia. Najważniejsze jest to, że reprezentanci odczarowali stary zaśpiew. Ile to już razy kibice zaklinali rzeczywistość skandując „Gramy do końca, Polacy, gramy do końca!” i nic z tego nie wychodziło? Pewnie setki. Pomijając już idiotyzm tego zawołania, bo w zawodowym sporcie raczej nie ma zwyczaju by grać do połowy, albo położyć się na boisku kwadrans przed końcem. Ale polskim piłkarzom przez lata trzeba było – ustami kibiców – tę oczywistą oczywistość przypominać. Tymczasem doczekaliśmy się pokolenia, które naprawdę gra do końca. I za to dziękuję im najbardziej.

Dlatego wierzę, że drużyna Nawałki nie stanie w połowie drogi i nie popełni błędów swoich poprzedników, którzy sam awans do dużej imprezy potraktowali jak sukces i z mistrzostw świata lub Europy wracali z podkulonym ogonem. Kiedy patrzę na Lewandowskiego, Krychowiaka czy Glika – wydaje mi się, że minimalizm ich na pewno nie zadowoli.

Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook