Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Po co komu olimpiada?

26.02.2014

Do mnie idea igrzysk, na które trzeba dojechać zakopianką nie trafia w ogóle. Argumenty o kolejnym skoku cywilizacyjnym zbywam wzruszeniem ramion.

Choć olimpiada w Soczi to już czas przeszły, to obiecałem sobie jeszcze jeden wpis z nią związany. Tuż przed startem turnieju hokejowego dziennikarze zapytali Aleksandra Owieczkina – absolutną gwiazdę tej dyscypliny, popularnego w Ameryce porównywalnie do Cristiano Ronaldo w Europie – czy jego drużyna zdobędzie złoty medal olimpijski. Najwartościowszy zawodnik ostatniego sezonu ligi NHL odparł z uśmiechem i szczerością: - Nie mamy innego wyjścia, w końcu Rosja zapłaciła za tytuł w hokeju 50 miliardów dolarów… I to są chyba najważniejsze słowa, jakie w trakcie igrzysk w Soczi usłyszałem. Władimir Putin zapłacił za organizację olimpiady tak niebotyczne pieniądze (niezależnie od tego, czy kosztowały 44, 50 czy 55 miliardów dolarów) bo zamarzyło mu się, że Rosja wreszcie wygra olimpijski turniej hokejowy. Kto bogatemu zabroni?

Porażka Rosjan w ćwierćfinale z Finlandią dla wielu tamtejszych kibiców kibiców oznaczała prawdziwy koniec olimpiady. Mogę przypuszczać, że dla tego najważniejszego kibica również. Pewnie fatalnego samopoczucia Putina nie poprawił nawet fakt, że Rosjanie niespodziewanie triumfowali w klasyfikacji medalowej igrzysk. Nie po to wyłożył na stół wielkie pieniądze by zadowolić się sukcesami biegaczy czy bobsleistów. Dla władcy imperium to była co najwyżej nagroda pocieszenia…

U nas igrzyska w blasku poczwórnego złota wywołały temat zorganizowania zimowej olimpiady w Polsce. Nie wiedzieć czemu największymi orędownikami tego szalonego pomysłu są posłowie Platformy Obywatelskiej, z była sportsmenką Jagną Marczułajtis na czele. Do mnie idea igrzysk, na które trzeba dojechać zakopianką nie trafia w ogóle. Argumenty o kolejnym skoku cywilizacyjnym zbywam wzruszeniem ramion. Po poprzednim skoku cywilizacyjnym – czyli organizacji Euro 2012 – wciąż nie mogę doszukać się na mapie Polski sieci autostrad, które miały przy tej okazji powstać. Obawiam się, że wizja czteropasmowej zakopianki jest równie mglista.

Zbudowano stadiony – fakt, ale świecą pustkami i nie ma najmniejszych szans by ich budowa choć w części się zbilansowała. Tak samo będzie z obiektami, które są potrzebne na olimpiadę. Bobsleistów i saneczkarzy jest w Polsce do kupy z 50 osób. Patrząc racjonalnie – czy warto budować tor ze świadomością, że w dniu zamknięcia olimpiady jego przydatność jest w zasadzie zerowa? Pamiętajmy, że wpuszczenie na taki lodowy tor amatora z normalnymi sankami to czyn, który można zakwalifikować jako usiłowanie zabójstwa. To nie będzie obiekt masowego użytku…

Mówi się dzisiaj, że w Polsce potrzebny jest kryty tor łyżwiarski. Orędownicy igrzysk pod Tatrami powtarzają to jak mantrę. W tym chórze nie może się przebić głos trenera kadry panczenistów Wiesława Kmiecika, że jego zdaniem lepszym wyjściem niż budowa jednego wypasionego olimpijskiego obiektu jest postawienie tym samym kosztem czterech-pięciu mniej reprezentacyjnych torów w różnych ośrodkach. Słowem, zamiast porywać się z motyką na słońce – budujmy obiekty, na których skorzysta młodzież.

Nie trafia do mnie także argument wizerunkowy. Panią Marczułajtis i jej przyjaciół odsyłam do wszystkich internetowych memów szydzących z warunków panujących w Soczi. To była raczej wielka ogólnoświatowa antypromocja regionu (choć ci, którzy byli na miejscu są z organizacji igrzysk zadowoleni). Obawiam się, że przy polskim zamiłowaniu do prowizorki byłoby nie tyle zabawnie co śmiesznie.

O co zatem chodzi z tą olimpiadą w Krakowie i Zakopanem, tak wspieraną przez prominentnych polityków? Ja mam dwie odpowiedzi. Po pierwsze, cały cykl przygotowawczy to okazja do zatrudnienia setek znajomych na bardzo przyzwoitym poziomie wynagrodzenia. Po drugie, kiedy rosną ceny chleba – warto zadbać o igrzyska. Nawet jeśli kredyty na ich organizację zaciągnięte spłacać będziemy przez pięć pokoleń.

Na szczęście szanse na przyznanie nam olimpiady są niewielkie. I dobrze. Ja tam zdecydowanie wolę, by skromne finanse polskiego sportu wydać bardziej racjonalnie, a organizację olimpiady pozostawić innym i jechać po zwycięstwa na obcy teren. Choćby dlatego, że stara sportowa zasada mówi, że bramki strzelone na wyjeździe liczą się podwójnie!

Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook