Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Po co komu noty za styl?!

28.12.2014

Skoki narciarskie. Od czasu gdy zaczął fruwać Adam Małysz te dwa słowa oznaczają polskie dobro narodowe.

Skoki narciarskie. Od czasu gdy zaczął fruwać Adam Małysz te dwa słowa oznaczają polskie dobro narodowe. A jak odleciał rywalom po dwa złote medale olimpijskie Kamil Stoch to słowa te brzmią już zupełnie jak czysta poezja.

Proza pojawia się wówczas gdy na skoczni brakuje – z racji wieku lub kontuzji – jednego ze wspomnianych mistrzów. Wtedy oglądam skoki bez emocji i zaczynam się zastanawiać kto wymyślił te idiotyczne zasady?! Nie, nie chodzi mi o przepisy, które zmieniają się praktycznie co sezon – one bywają głupsze lub mądrzejsze. Mnie idzie o zasady, które wypaczają ducha sportu.

Wedle panujących zasad żeby wygrać nie wystarczy wylądować jak najdalej. Do tego trzeba jeszcze frunąć tak, by podobało się do sędziom i na dodatek wylądować w nienaturalnym przyklęku zwanym telemarkiem. Czyli mniej więcej wygląda to tak, jakby w biegu na sto metrów oceniać sposób układania stóp przez sprinterów. Zatem w ekstremalnym przypadku Usain Bolt mógłby przebiec linię mety jako pierwszy ale zdobyć zaledwie srebrny medal, bo jakiś tam Iwan Kowalski-Smith o wiele ładniej biega. Lub dajmy na to Jacek Wszoła zostałby pozbawiony złotego medalu olimpijskiego z Montrealu, bo kto pamięta ten wie, że Polak skakał wyjątkowo niefotogenicznie.

Celowo podaję przykłady skrajne, by pokazać idiotyzm panującej reguły. Przecież w żadnej innej dyscyplinie kierującej się dewizą citius, altius, fortius (szybciej, wyżej, silniej) nie ocenia się stylu! Byłeś najszybszy? Skoczyłeś najdalej w dal? Skoczyłeś najwyżej o tyczce? Wygrywasz! A tutaj nie – musisz jeszcze spodobać się sędziom…

Jest taka lekkoatletyczna konkurencja, w której sędziowie mogą wypaczyć każde zawody – chód sportowy. Dopóki startował Robert Korzeniowski byłem hipokrytą, bo uważałem, że ważniejsze są medale dla Polski od samej idei. Teraz Roberta nie ma, więc twierdzę, że chód sportowy jest karykaturą sportu. Niby masz najszybciej dotrzeć do mety, ale nie możesz robić tego w najszybszy naturalny sposób – czyli biec. A w dodatku to czy biegniesz oceniają wyłącznie sędziowie. Toż to kompletne wynaturzenie!

Podobnie jest moim zdaniem ze skokami. Pamiętacie jak na skoczniach w połowie lat 80. pojawił się niejaki Jan Boklev (tak się to chyba zapisywało)? Facet jako pierwszy zaczął skakać stylem V i sędziowie przez chyba trzy lata odejmowali mu punkty za styl. Przez to zajmował odległe miejsca.

Ale konsekwentnie robił swoje tłumacząc, że w ten sposób ląduje dalej a jego zdaniem o to chodzi w skokach narciarskich. Szwed w końcu dopiął swego, dołączyli do niego inni i przekonali sędziów - dzisiaj stylem V skaczą wszyscy i nikt im punktów za to nie odejmuje.

Pytanie tylko, czy komuś kiedyś uda się przekonać sędziów, że w skokach nie są nikomu do szczęścia potrzebni?

Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook