Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Media powinny być narodowe, ale przede wszystkim – oglądane!

28.12.2015

Otwierając rynek medialnych nikt nie pomyślał, że także szlachetne treści muszą zostać opakowane o atrakcyjną formę.

Nie wiem jaki będzie mieć kształt przygotowywana właśnie ustawa o mediach publicznych, czy jak wolą jej twórcy – mediach narodowych. Z całą pewnością znajdą się w niej zapisy podkreślające pluralizm przedstawianych treści, odpowiedzialność za słowo, dostęp do dóbr kultury. I jest poza wszelką dyskusją, że tak powinno być. Mnie jednak interesuje, jako osobę z telewizyjną praktyką, by równie wielką troską tych, którzy ustawę piszą i tych, którzy będą słowa zamieniać potem w obraz i dźwięk, było nie tylko to co pokazywać, ale jak to robić. Mamy bliski geograficznie przykład Republiki Czeskiej, gdzie telewizja publiczna po transformacji ustrojowej została zupełnie zmarginalizowana. Dlaczego? Bo otwierając rynek medialnych nikt nie pomyślał, że także szlachetne treści muszą zostać opakowane o atrakcyjną formę.

Dziesięć lat temu, kiedy zaczynałem przygodę z telewizyjną Jedynką, sztandarowy kanał TVP1 miał oglądalność w granicach 25 procent, Dwójka „chodziła” na 20 procentach. Wystarczyła dekada by wartości te spadły w obu przypadkach poniżej 10 punktów procentowych. Traci też konkurencja, TVN i Polsat, ale największy spadek, zwłaszcza w tzw. grupie komercyjnej (widzowie w wieku 16-49 lat, do których głównie adresowane są reklamy) odnotowały kanały telewizji publicznej. To jest oczywiście znak czasu dostrzegalny na całym świecie, bo widzowie coraz chętniej oglądają programy w systemie VOD, a kanały tematyczne rozpychają się w kablówkach i platformach cyfrowych kosztem telewizji otwartych.

 

 

Taka tendencja oznacza, że by pozostać w grze, o widza trzeba walczyć. A ta walka odbywa się na poziomie rozrywki, filmu i serialu. Telewizyjne informacje i publicystyka, o których ciągle mówimy w kontekście mediów publicznych/narodowych to jest mniej niż 10 procent czasu antenowego. Cała reszta to jest – czy chcemy tego, czy nie – rozrywka. Filmy, seriale, różnego rodzaju talent show kosztują, ale to one budują oglądalność stacji. I to ma kolosalne znaczenie, bo jest różnica czy ogląda twój kanał milion czy dziesięć tysięcy osób. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że im większe audytorium, tym przekaz mocniejszy.

 Jeśli TVP chce pozostać znaczącym graczem na medialnym rynku nie można zapominać o tym, że bez programów lekkich, łatwych i przyjemnych telewizji, także publicznej, dzisiaj robić się nie da. Po drugie, nie da się również robić jej bez reklam. Telewizja publiczna bez reklamy byłby to największy prezent – warty w dużym zaokrągleniu jakiś miliard złotych - jaki można zrobić nadawcom komercyjnym! Bo przecież budżety domów mediowych, które dzielą ten finansowy tort, pieniądze niewykorzystane w jednej stacji przeniosą do drugiej.

Przez lata mówiono, że przekleństwem telewizji publicznej jest bożek oglądalności. Każdy kolejny prezes (a może prawie każdy) przychodził do TVP z mocnym postanowienie realizacji misji. Ale bardzo szybko przekonywał się, że misja kosztuje, a pieniądze można zdobywać wyłącznie budując oglądalność, bo ta przekłada się na wpływy z reklam. Smutne? Cóż, takie mamy czasy, że wszystko jest towarem…

Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook