Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Majka, Majeczka, Majunia…

14.09.2015

Obserwujemy renesans polskiego sportu. Być może to przypadek, ale raczej prawo serii: sukcesy jednych sportowców napędzają reprezentantów innych dyscyplin. Oby tak dalej. Warunek? Trzeba zapomnieć o kebabach…

Koniec lata to czas polskich sportowców. Najpierw świetny występ lekkoatletów w mistrzostwach świata, potem więcej niż przyzwoity, choć zakończony na 1/8 finału, start koszykarzy w mistrzostwach Europy. Siatkarze jak burza idą przez Puchar Świata po olimpijską kwalifikację. Piłkarze są o krok od awansu na Euro. A wisienką na torcie jest wyczyn Rafała Majki. Mam nadzieję, że komentatorzy Eurosportu, Tomasz Jaroński i Krzysztof Wyrzykowski - którzy malują słowem barwnie i z humorem – wybaczą tytułowy cytat zaczerpnięty wprost z zeszłorocznego Tour de France, kiedy to na zmianę pchali pod górę naszego kolarza, a na finałowych metrach zwycięskiego etapu z bożą iskrą w głosie zdrobnili jego nazwisko. I tak okrzyk „Majka, Majeczka, Majunia” wszedł do historii komentarza sportowego i zagościł w kulturze masowej.

Trzecie miejsce Rafała Majki w zakończonym w niedzielę jednym z trzech największych wyścigów świata – Vuelta a Espana – to jest sukces ogromny. 22 lata temu trzeci w klasyfikacji generalnej Tour de France był Zenon Jaskuła. Przez ponad dwie dekady kibice czekali na równie spektakularny występ polskiego kolarza. W zeszłym roku doczekaliśmy się trzech etapowych zwycięstw Majki w tourze i jego wygranej w klasyfikacji górskiej. Potem była triumf Majki w Tour de Pologne i na zakończenie sezonu - mistrzostwo świata Michała Kwiatkowskiego w wyścigu ze startu wspólnego. Ale etapowe zwycięstwa, wygrane klasyki, a nawet mistrzostwo świata to jest – proszę wybaczyć mocne określenie – kolarska szkoła średnia. Nie chcę w żaden sposób umniejszać rangi zeszłorocznych sukcesów, jednak prawdziwym bohaterem w peletonie zostaje się w wielkich wyścigach. Tam, gdzie nie decyduje dyspozycja dnia, bo wielką formę trzeba pokazywać przez trzy tygodnie! I to jest kolarski uniwersytet.

Rafał Majka ma 26 lat, czyli jest w wieku, w którym do największych sukcesów dopiero się dojrzewa. Kiedy Jaskuła stanął na podium Tour de France miał 31 lat i dzisiaj twierdzi, że przed Majką dopiero najlepsze starty. Jeśli tak rzeczywiście jest, to możemy doczekać się wreszcie zwycięzcy Touru, Vuelty lub Giro d’Italia. Imprez, których oglądalność w stacjach telewizyjnych na świecie dorównuje piłkarskiej Lidze Mistrzów lub wielkoszlemowym turniejom w tenisie.

Majka i Kwiatkowski są kolarzami skrojonymi do wygrywania, oczywiście każdy w swojej specjalności. Wiedzą to szefowie ich zawodowych ekip, w których są liderami. To też nowa jakość w polskim kolarstwie, bo przez lata jeśli Polak podpisywał kontrakt z liczącym się zespołem, to po to by pomagać innym. Majka jest w Tinkoff-Saxo numerem dwa po Alberto Contadorze, ale coraz częściej to on otrzymuje najwyższy numer startowy i koledzy pracują na jego sukces. Kwiatkowski u swojego nowego pracodawcy, czyli w brytyjskiej grupie Sky, nie będzie konkurował o pierwszeństwo w wieloetapówkach z Chrisem Froomem, jednak w wyścigach klasycznych na pewno będzie liderem zespołu. I już to może być powodem dumy dla polskich kibiców.

Kolarze, siatkarze, lekkoatleci. Tutaj sukcesy już przyszły. I to nie jest tylko kwestia talentu. Polscy sportowcy przez ostatnie lata dojrzeli mentalnie. Widać to w wywiadach, w których przed kamerami stają inteligentni młodzi ludzie, którzy dokładnie wiedzą jak budować formę i jak żyć, by w wysokiej dyspozycji się utrzymywać. Patrzę na nich i serce mi rośnie, bo wciąż gdzieś z tyłu głowy mam obraz byłego reprezentacyjnego piłkarza, który zapowiada, że wróci do formy jak tylko odstawi kebaby. I na tym polega między innymi różnica między poziomem mistrzowskim a ligową szarzyzną. Na ilości zjedzonych kebabów…


Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook