Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Kraj ponurej anegdoty

12.06.2015

Donald Tusk właśnie przyznał, że był słabym liderem, a Radosław Sikorski, że interes obywateli ma gdzieś. Nie wierzycie?

Dawno, dawno temu – w czasach studenckich to było – nakręciliśmy z przyjaciółmi krótki film o tytule „Kraj ponurej anegdoty”. Roku dokładnie nie pamiętam, ale był schyłkowy okres komuny, późne lata 80. Technika była siermiężna: kamera Krasnogorsk nakręcana na sprężynę, światłoczuła czarno-biała taśma filmowa 16 mm. Dzisiaj, kiedy filmy kręci się przy pomocy telefonów komórkowych, brzmi to staro i nieatrakcyjnie. Ale my byliśmy wtedy młodzi i mieliśmy w sobie pokłady entuzjazmu. I chcieliśmy zmieniać świat, nawet jeśli naszym narzędziem była radziecka amatorska kamera. Szczerze mówiąc innych kamer w zasięgu naszych ubogich studenckich kieszeni wówczas nie było.


Wydawało mi się, że film gdzieś przepadł, ale okazało się, że przetrwał. Dotarłem do niego, przekopiowałem na płytę dvd i zobaczyłem po ćwierćwieczu. Łza się w oku zakręciła, bo nie wszyscy aktorzy tego młodzieńczego filmu dzisiaj żyją. A ci, którzy żyją wyglądają zgoła inaczej niż wówczas… Treści opowiadać nie będę, bo przyznać trzeba, że nie jest zbyt wysublimowana. Pokrótce chodzi o to, że kraj, w którym wówczas żyliśmy stosował zakazy, był opresyjny wobec obywateli, ale rządząca klasa mogła sobie pozwolić na znacznie więcej niż reszta. Stąd „Kraj ponurej anegdoty”. A w napisach końcowych znajdowała się informacja, że film wyprodukowała Tajna Wytwórnia Filmowa NZS. Żywot wytwórni był krótki, bo była to jedyna jej produkcja…


Piszę o tym młodzieńczym dziele, którego nikt z czytających pewnie nigdy nie zobaczy, bo określenie „kraj ponurej anegdoty” przychodzi mi do głowy ostatnio coraz częściej kiedy obserwuję polską klasę polityczną. Tu oczywiście będę stronniczy, gdyż obserwuję głównie partię rządzącą. Co moim zdaniem ma sens o tyle, że to oni mają władzę i dlatego trzeba patrzeć im na ręce. Kiedy zobaczyłem premier Kopacz, która z marsową miną dymisjonowała kolejnych ministrów i innych urzędników państwowych, pomyślałem w pierwszej chwili, że Platforma Obywatelska wreszcie robi coś autentycznie w interesie państwa. Ale ta myśl szybko ustąpiła konstatacji, że to przecież nie jest działanie w interesie państwa, a wyłącznie w interesie partii. No bo ministrowie nie zostali zwolnieni dlatego, że nieudolnie rządzili! Gdyby to było rzeczywiste kryterium zmian, to taki Bartosz Arłukowicz nie przetrwałby w resorcie nawet miesiąca…


Najdobitniej i najbardziej szczerze przyczyny dymisji wyjaśnił Radosław Sikorski, który przyznał, że odchodzi „w trosce o Platformę Obywatelską”. No to już chyba bardziej szczerze nie można przyznać, że marszałek sejmu, druga osoba w państwie, ma w d…ie interes państwa, bo liczy się interes partii. Tak, to jest „kraj ponurej anegdoty” skoro człowiek kierujący pracami najważniejszego organu państwa przyznaje się bez skrupułów, że kieruje nim tylko partyjna troska.


O zmianach w rządzie wypowiedział się też Donald Tusk, który oznajmił Polsce i światu ni mniej ni więcej tylko to, że był słabym liderem. No bo jak inaczej odczytać słowa, że „takie wstrząsające sceną polityczną decyzje podejmują tylko twardzi liderzy”? Przecież afera podsłuchowa ujrzała światło dzienne rok temu kiedy premierem był Tusk, który wówczas żadnej decyzji nie podjął. Czyli twardym liderem nie był!


Politycy PO jak mantrę powtarzają zarzut, że PiS też miał swoją aferę podsłuchową, kiedy panowie z TVN-u nagrali rozmowę Adama Lipińskiego z Renatą Beger. To prawda, przez miesiąc wówczas grzmiano o korupcji politycznej. Choć wtedy nikt nie zająknął się nawet słowem nad kwestią nielegalności podsłuchu. Za to dzisiaj premier Kopacz nazywa zdymisjonowanych polityków „ofiarami podsłuchów” próbując odwrócić uwagę od tego, co owi polityce mówili i jak się zachowywali.


Tak, to jest kraj ponurej anegdoty. Przez Internet przetacza się akcja „Polska w ruinie?” polegająca na tym, że ludzie dzielą się w sieci zdjęciami pokazującymi piękne nowe budowle i odrestaurowane zabytki opatrzone prześmiewczym w ich mniemaniu komentarzem „Polska w ruinie?”. To jest oczywiście błyskotliwa odpowiedź na słowa prezydenta-elekta Andrzeja Dudy z kampanii wyborczej, który stwierdził, że Polska jest w ruinie.


Trudno mi uwierzyć, że ci wszyscy wykształceni i oświeceni autorzy pięknych zdjęć nie są w stanie pojąć, że ruina nie jest terminem wyłącznie budowlanym? Polska jest w ruinie, bo gdyby nie była, to pani Kopacz nie przepraszała by wyborców Platformy za to co usłyszeli na taśmach i nie wymieniała prawie połowy rządu. Ale w tej ponurej anegdocie jest już tak, że mądrzy i wykształceni głosują na człowieka, który nie zna ortografii, śmiejąc się z głupich, którzy wybrali doktora prawa znającego obce języki.

Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook