Jedynie prawda jest ciekawa

Jak nie teraz, to kiedy?!

14.12.2015

Nie wiem jakie poglądy polityczne ma Adam Nawałka i szczerze mówiąc nie bardzo mnie to interesuje. Jednak w dziedzinie, na której zna się najlepiej, czyli w piłce nożnej, działa bez żadnych europejskich kompleksów.

Kiedy cztery lata temu piłkarska reprezentacja Polski wylosowała w grupie Grecję, Czechy i Rosję – czyli przeciwników znajdujących się teoretycznie w zasięgu drużyny Franciszka Smudy – mówiłem wszem i wobec, że dla naszych piłkarzy to i tak będzie grupa śmierci. Rzecz jasna ironicznie, bo poziom tamtej drużyny był dramatyczny, głównie pod względem mentalnym. Ale cóż się dziwić, skoro trener był wystraszony jak karp w stawie hodowlanym w połowie grudnia.

 Jak się skończyło Euro 2012 wszyscy doskonale wiedzą, a na wspomnienie tamtych meczów co bardziej wrażliwi kibice dostają nerwowych spazmów. Przed sobotnim losowaniem Euro 2016 prezes PZPN Zbigniew Boniek znów wspomniał o potencjalnej grupie śmierci z udziałem Polaków, ale tym razem kontekst był zupełnie inny. Bo to Polaków rywale boją się dzisiaj bardziej niż innych europejskich – proszę wybaczyć – średniaków i to nasza obecność miała sprawić, że o którejś z grup miano mówić: „grupa śmierci”.

Okazało się, że jednak nie będziemy w grupie śmierci, bo rywale, z wyłączeniem Niemiec, to jeszcze więksi średniacy od nas. Ukraina i Irlandia Północna wcale nie są zadowolone z faktu, że przyjdzie im walczyć o awans z Robertem Lewandowskim, Grzegorzem Krychowiakiem i całą resztą mniej znanych w świecie, ale nie mniej walecznych reprezentantów Polski. Teraz pozostaje tylko udowodnić na boisku, że przeciwnicy powody do strachu mieli jak najbardziej uzasadnione…

Minęły zaledwie cztery lata, a ci sami w większości zawodnicy stanowią dzisiaj zupełnie inną drużynę. Oczywiście każdy z nich z osobna dojrzał piłkarsko, ale siła indywidualnych umiejętności nie stanowi jeszcze o klasie zespołu. Różnicę zrobił trener Adam Nawałka, bo potrafił dotrzeć do tych pokładów świadomości graczy, które pozwoliły im podporządkować indywidualne ambicje wspólnemu dobru. Tak powstał kolektyw, o którym zaczyna się mówić, że może być czarnym koniem francuskiego Euro. Oby tak było, bo jak nie teraz, to kiedy? I jak nie Lewandowski, to kto?

Niejednokrotnie już pisałem na tym blogu, że interesują mnie podobieństwa pomiędzy sportem a polityką. I oczywiście dostrzegam je w obecnej sytuacji. Cztery lata temu zapowiedzi przed Euro były szumne, ale czaił się za nimi strach, bo Smuda był takim asekurantem, że swoją postawą wręcz wmówił piłkarzom, że są gorsi od Niemców, Francuzów czy Włochów. To dla mnie wypisz wymaluj postawa prezentowana na arenie politycznej przez Donalda Tuska i jego otoczenie. Usta pełne frazesów o naszej europejskości, ale gdy przychodziło co do czego – rząd i jego premier kładli uszy po sobie i karnie wykonywali to, co ustalała Bruksela, konkretnie Niemcy i Francuzi, bo w podświadomości naszej władzy zakodowany był kompleks niższości wobec tych „lepszych” Europejczyków. Efekt był taki, że inni kiwali nas w polityce tak samo jak na boisku.

Nie wiem jakie poglądy polityczne ma Adam Nawałka i szczerze mówiąc nie bardzo mnie to interesuje. Jednak w dziedzinie, na której zna się najlepiej, czyli w piłce nożnej, działa bez żadnych europejskich kompleksów. Nie ma kompleksu niższości, nie boi się tych teoretycznie większych i mocniejszych, a nawet więcej – sięga z sukcesem po młodych piłkarzy grających w polskiej lidze. I to jak do tej pory przynosi efekt. Oby tak dalej – robić swoje bez oglądania się na innych, a jeśli będziesz silny, to inni nabiorą wobec ciebie respektu.

Na koniec historyjka o polskiej kadrze. Kiedy Nawałka został trenerem reprezentacji zawodnicy mieli w zwyczaju schodzić na posiłki wedle uznania. Podczas śniadania czytali gazety, przeglądali Internet i wracali samotnie do pokoju. Nowy szkoleniowiec wprowadził nową zasadę: wszyscy siadają do posiłku razem, w trakcie jedzenia nie korzystają z komórek i tabletów, mogą za to ze sobą porozmawiać. I kończą dopiero wtedy kiedy trener uzna, że wystarczy. Zamordyzm? Być może. Ale nikt z piłkarzy komitetu obrony demokracji nie założył. Za to taka odrobina dyscyplina przyczyniła się do tego, że znowu zaczynamy być dumni z reprezentacji Polski.

Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook