Jedynie prawda jest ciekawa

Inka i Ida

03.03.2015

Z „Idą” walczyć nie mam zamiaru. To jest dla mnie dobre kino. Chciałbym tylko, by w ramach symetrii powstał równie dobry film o bohaterskich Polakach ratujących Żydów.

Program 1 TVP przypomniał w poniedziałek spektakl „Inka 1946”. Przy całej niechęci obecnych władz do zjawiska jakim była kilka lat temu Scena Faktu, w ramach której Natalia Koryncka-Gruz wyreżyserowała świetny tekst Wojciecha Tomczyka, umieszczenie tej powtórki w programie trzeba docenić.

Na Woronicza obowiązuje oficjalne stanowisko, że to co zostało na potrzeby Sceny Fakty stworzone to są polityczne gramoty produkowane na osobiste zlecenie Jarosława Kaczyńskiego. A to jest absurd i jednocześnie obraza dla autorów i aktorów, którzy – z kilkoma wyjątkami – zrobili tak kawał dobrej telewizyjnej roboty. „Inka 1946” jest tego najlepszym przykładem. Ale nie tylko – można wymienić inne równie dobre pod względem artystycznym: „Norymbergę”, „Mord założycielski”, „Kryptonim gracz” lub „Rozmowy z katem”.

Oglądając po raz kolejny „Inkę” znów wzruszyłem się okrutnie. Dobry scenariusz, dobra reżyseria, dobra gra aktorska w połączeniu z przejmującą historią dały wspaniały efekt. I choć mija osiem lat od premiery telewizyjnej – ten obraz ma dalej porażającą siłę.

Jakoś bezwiednie oglądanie „Inki” nasunęło mi skojarzenia z innym historycznym dziełem o równie krótkim tytule. Mam na myśli oczywiście „Idę”. Tu natychmiast muszę dodać, że należę do tych, widzów, na których film Pawła Pawlikowskiego zrobił bardzo dobre wrażenie. Jasne, autor relatywizuje historię – to jest poza dyskusją.

Posługuje się fałszywą i niesprawiedliwą kalką, że jednym głównych zajęć Polaków w czasie wojny było mordowanie Żydów, a stalinowscy oprawcy to byli ludzie na wskroś nieszczęśliwi. Ale żeby było równie jasne - nie uważam wcale by funkcją kina było obowiązkowe nauczanie historii! Dlatego za chybiony pomysł uznaję żądanie by każdą projekcję „Idy” poprzedzały napisy edukacyjne.

To nie przyniesie żadnego efektu. Tak jak napisy początkowe nie uratowały fatalnej „Bitwy Warszawskiej” Jerzego Hoffmana, bo to po prostu słaby film, tak napisy nie zmienią nic w odbiorze „Idy”, bo ten film jest dobry siłą opowiedzianej w nim ludzkiej historii i użytych środków artystycznych.

„Inka 1946” opowiada ludzki dramat opowiadając jednocześnie rzetelnie historię przez duże H. W wymiarze ludzkim wzrusza, w równie ważnym dla spektaklu wymiarze historycznym wywołuje gniew i złość. A o wiele więcej niż jakiekolwiek napisy wprowadzające znaczy dla edukacji scena, w której współczesny bohater stawia znak równości między Hitlerem a Bierutem.

 „Ida” jest przeciwieństwem „Inki”, bo historia jest w tym filmie pretekstem do opowiedzenia o ludzkim losie. I nawet jeśli to jest wybrakowana historia Polski, to kilkoma napisami nie przywrócimy jej właściwego kształtu.

Mam jednak przypuszczenie graniczące z pewnością, że gdyby autor trzymał się historycznej prawdy, to wyszedłby kiepski film. Bo przecież prawdziwa prokurator Helena Wolińska to nie była złożona skomplikowana postać targana emocjami i zraniona przez zły świat – Wolańska, pierwowzór postaci granej świetnie przez Agatę Kuleszę, to był zwykły stalinowski oprawca, postać na bohatera filmu zbyt jednowymiarowa. Taka jest prawda: zło jest przeważnie banalnie proste.

I jeszcze jedna uwaga, tycząca „Idy” i jej antypolskiego przesłania. Jednym z moich ulubionych filmów jest „Missisipi w ogniu”. Czy ktoś powie, że to jest dzieło antyamerykańskie? Wątpię. A przecież przez cały film oglądamy przygłupich zdyszanych członków Ku Klux Klanu goniących niewinnych Murzynów. Amerykanie są patriotami, ale wiedzą też, że na Południu żyli faceci, którzy przebierali się w białe kaptury i robili złe rzeczy. Trzeba umieć z tym żyć.

W „Idzie” mamy Polaka mordującego żydowską rodzinę z chęci zysku. To były odosobnione przypadki – ale były. Osobiście nie mam problemu by z tym jakoś się zmierzyć. Oczywiście chciałbym by w ramach symetrii powstał równie dobry film o bohaterskich Polakach ratujących Żydów, jak na przykład Henryku Sławiku i głęboko wierzę, że taki obraz w końcu powstanie. Za to zdecydowanie większy mam problem z kolportowanym w świecie hasłem „polskie obozy śmierci” – bo to jest ewidentne kłamstwo historyczne, z którym należy walczyć w każdy możliwy sposób. Z „Idą” walczyć nie mam zamiaru. To jest dla mnie dobre kino.

Maciej Muzyczuk

Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook