Jedynie prawda jest ciekawa

Gortat a sprawa polska

13.03.2014

Mam ogromny szacunek dla Marcina Gortata. Niezależnie od tego, czy będzie kandydował na prezydenta Rzeczypospolitej, czy nie. Jednak wolałbym by do polityki się nie mieszał.

Polski koszykarz udzielił ostatnio wywiadu amerykańskiemu portalowi koszykarskiemu, w którym stwierdził, że fajnie byłoby zostać prezydentem Polski i nie wyklucza, że po zakończeniu kariery spróbuje o tę prezydenturę zawalczyć. Skoro udało mu się w lidze NBA, to dlaczego nie w polityce? Chłopak z Łodzi jest przykładem tytanicznej pracy, która przynosi efekty – w pojedynkę zapracował sobie na pozycję solidnego gracza. Wirtuozem na pewno nie jest, ale to tylko pokazuje jak trudną drogę przeszedł by dzisiaj zarabiać miliony dolarów. Jedyne co można mu zarzucić to fakt, że lubi się chłopak wygadać, ale niekoniecznie wpierw przemyśleć to co ma powiedzieć.

Teoretycznie nie mam nic przeciwko by Gortat został prezydentem. Co więcej, dzisiaj mamy prezydenta, który też nie jest wirtuozem i też nie zawsze z ust płynie mu krynica mądrości… Ale przykład Gortata, który gdzieś tam za oceanem powiedział co powiedział, skojarzył mi się szybko z innymi polskimi gwiazdami sportu, które chcą robić karierę w polityce. Niekoniecznie z dobrym skutkiem.

Dzisiaj sportowców w polskim parlamencie jest całkiem sporo. Najwięcej w Platformie Obywatelskiej, której działacze wiedzą, że układanie list wyborczych ma w sobie dużo z eliminacji do „Idola” czy jakiegokolwiek innego formatu rozrywkowego. Skądinąd sympatyczne postaci, jak siatkarz Paweł Papke czy gimnastyk Leszek Blanik, omamieni obietnicą, że w Sejmie będą mogli zmienić dość ponury obraz polskiego sportu w sielski obrazek, zbierają głosy, dzięki którym do parlamentu wchodzą też partyjni wyjadacze. Bo nie mam wątpliwości, że umieszczanie sportowców na listach wyborczych ma ten tylko cel – niech dostarczają głosów. A jeśli już trafią na Wiejską, to ich zadaniem jest podnoszeniu rąk zgodnie z instrukcją kierownictwa klubu.

W trakcie pracy poselskiej różnie z ludźmi sportu bywa. Z reguły nie są aktywni na sali obrad, potrafią za to zabłysnąć w mediach (tu dla mnie wzorem niedoścignionym jest Jan Tomaszewski) lub po godzinach (jak Roman Kosecki dobijający się po nocy do pokoju atrakcyjnej posłanki z innej opcji, czy Janusz Wójcik kierujący autem w stanie silnego zmęczenia organizmu). Są i posłowie niczym zjawy z horrorów (nie wiadomo kiedy się pojawią…) – jak Cezary Kucharski, któremu obowiązki sejmowe wyraźnie przeszkadzają w uprawianiu piłkarskiego menagementu. A może inaczej, przywileje pomagają, zaś sama praca przeszkadza.

Cóż, nie jestem najlepszego zdania o mariażu polityki ze sportem w polskim wydaniu (a zagranicą jest pewnie podobnie). Dlatego ze smutkiem wyczytałem kolejne nazwiska sportowców, którzy dali się podejść politykom i będą dostarczać głosów w majowych wyborach do europarlamentu. Na listach PO i SLD znajduję ich całkiem sporo i zachodzę w głowę – po co?

Może to jest tak, że kiedy kończysz karierę to zaczyna ci brakować atmosfery rywalizacji i ten start w wyborach ma przynieść odpowiednią dawkę adrenaliny? Albo decyduje zwykła ludzka próżność (każdy z nas ją przecież ma) nieodporna na zachęty partyjnych szeptaczy, którzy mówią: kto jak nie ty mistrzu… No i mistrz pęka głaskany pod włos i daje nazwisko, twarz i pesel partii, która wcześniej czy później go wyroluje. Bo z większością polskich sportowców jest tak, że zasługują co najwyżej na ławkę rezerwowych.

A jeśli już kiedyś Marcin Gortat zostanie prezydentem, to musi bardziej uważać na słowa. Jak w tej anegdocie: spotkało się dwóch polityków. Zmierzyli się wzrokiem i ten solidniej zbudowany mówi: - O, jestem od pana większy. Na co ten drugi ze spokojem: - Jest pan co najwyżej dłuższy.

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na Facebooku!

Maciej Muzyczuk

Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook