Jedynie prawda jest ciekawa

Etyczna schizofrenia

23.05.2014

Piłkarz Wisły Kraków Łukasz Burliga przyznał ze skruchą, że jest hazardzistą i będzie się leczył. Dzień wcześniej ogłoszono, że nowym sponsorem Wisły została firma bukmacherska Totolotek, której na hazardzie zarabia. Paranoja. Taka sama jak w kampanii wyborczej.

Totolotek – nie mylić z Lotto, gdzie skreślamy 6 z 49 liczb, to jest normalna bukmacherska firma. Taka, do której się przychodzi i obstawia wyniki wydarzeń sportowych, głównie spotkań piłkarskich. Od samego meczu wizyta w takim punkcie obstawiania różni się tym, że u buka można wygrać (rzadko), przegrać (często), ale nie można raczej zremisować – mam na myśli dłuższą perspektywę. Przekonał się o tym na własnej skórze wspomniany na początku Burliga, który podczas wizyty u bukmachera został zauważony i nagrany telefonem komórkowym przez przypadkowego kibica. Nagranie trafiło do redakcji gazety sportowej i stało się internetowym hitem. Po kilku dniach w piłkarskim świecie wszyscy już wiedzieli, że Burliga sporą część tego co zarabia na boisku zostawia w różnych jaskiniach hazardu. Bo pamiętajmy, że hazard to nie tylko kasyno i ruletka, ale także kolektura wyglądająca jak kiosk z gazetami.

Nad przypadkiem Łukasza Burligi można przejść obojętnie (iluż to piłkarzy przepuściło majątek i talent…), można się z troską pochylić (to jest jednak ludzki dramat), ale w tym konkretnym miejscu i czasie trzeba chyba ze złością zazgrzytać zębami. Bo jak to jest, że jednego dnia prezes klubu Jacek Bednarz z uśmiechem podpisuje umowę sponsorską z firmą bukmacherską, a nazajutrz ze smutkiem i współczuciem klepie po ramieniu piłkarza Burligę informując, że Wisła Kraków wspiera zawodnika, który będzie się z uzależnienia od hazardu leczył?! Czyli z jednej strony hazard reklamujemy, a z drugiej mówimy, że jest złem.
Trochę przypomina mi to przypadek prezesa PZPN Zbigniewa Bońka, który reklamował w internecie bukmacherkę spod znaku „załóż się i kliknij” wiedząc, że gdy to robił w świetle polskiego prawa reklamowanie zakładów sportowych było nielegalne. Pan prezes wytłumaczył się wówczas najprościej jak potrafił – stwierdził, że jest obywatelem Włoch i jego polskie regulacje prawne nie dotyczą. A że reklama w języku polskim, zatem skierowana do Polaków? To nieważne...

Ktoś tutaj cierpi na etyczną schizofrenię, i moim zdaniem nie jestem to ja, lecz panowie prezesi: Wisły i PZPN.

A jak to się ma do kampanii wyborczej? Piszę to niemal w przeddzień wyborów do europarlamentu i dokładnie widzę analogię. Jak zobaczycie na bilboardach, ulotkach lub w telewizji kogoś, kto z troską mówi, że zrobi wszystko, żeby żyło wam się lepiej, a przez ostatnie lata będąc przy władzy robił dokładnie odwrotnie, to oceniajcie go po czynach, nie po obietnicach. Obietnice to hazard, który – cokolwiek nie powiedzieliby sami hazardziści – opiera się nie na rachunku prawdopodobieństwa, a na przypadku. A przecież w tej kampanii chodzi o to, żeby Polacy znowu im przypadkiem uwierzyli.

Maciej Muzyczuk


Zainteresował Cię artykuł? Znajdź nas na Facebooku

Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook