Jedynie prawda jest ciekawa

Dlaczego lubię piłkarzy ręcznych

19.01.2015

Piłka ręczna lokuje się w rankingu popularności polskich dyscyplin gdzieś pod koniec pierwszej dziesiątki. Szkoda, bo to sport wywołujący ekstremalne emocje.

Dawno, dawno temu – kiedy wchodziłem w dorosłe życie – nie byłem fanem piłki ręcznej. Wydawało mi się, że to dyscyplina nadmiernie brutalna. Stała w opozycji do ukochanej koszykówki, w której praktycznie każde dotknięcie przeciwnika traktowane jest jako faul. W ręcznej kontakt z rywalem to podstawa, a sędziowie sięgają po gwizdek w ostateczności. Tak, kiedyś byłem romantykiem sportu przekonanym, że najważniejsza jest technika, talent i zdobywanie z gracją punktów, bramek i koszy.

Człowiek jednak z wiekiem zaczyna dostrzegać inne wartości. To, co kiedyś wydawało się oczywiste – dzisiaj wcale oczywiste nie jest. Bo przecież gdyby liczyły się tylko technika, talent i gracja, to polscy piłkarze nożni nie mieliby żadnych szans na pokonanie reprezentacji Niemiec. A zeszły rok udowodnił, że można wygrać z mistrzami świata niekoniecznie dorównując im futbolowym kunsztem. Gdyby liczył się tylko talent, to abonament na piłkarskie mistrzostwo świata mieliby na zmianę Argentyńczycy i Brazylijczycy (wiem co piszę – widziałem tych ostatnich grających od świtu do nocy na plażach Copacabana i Ipanema oraz na trawiastych boiskach Flamengo). A tak przecież nie jest.

Teraz wiem, że wygrywa się nie tylko wrodzonymi umiejętnościami. Oczywiście – są ważne. Równie ważna jest też ciężka praca na treningach, dyscyplina taktyczna, dyspozycja dnia. Jest jednak jeszcze jeden element bez którego nigdy nie osiągniesz prawdziwego szczytu: przeświadczenie, że wychodzisz na boisko po to by zostawić tam serce i zdrowie. A to na żadnej arenie sportowej nie jest tak widoczne jak na boisku do piłki ręcznej. No, może jeszcze na boisku do rugby…

Kiedy obserwuje się mecz piłki ręcznej to widać dokładnie, że tam nie ma ściemy, nie da się przejść obok meczu. Jasne, czasem jest cwaniactwo, wymuszanie fauli, chwile przestoju – handbalista jest tylko człowiekiem, a ja nie mam zamiaru gloryfikować tej dyscypliny. Nade wszystko jest tam jednak walka wręcz, w której – jakkolwiek by to nie zabrzmiało – obowiązują zasady. Nawet najwięksi brutale (wszyscy na świecie zgodnie twierdzą, że należą do nich Polacy…) gdzieś tam z tyłu głowy mają zakodowane, że pewnych granic przekraczać nie można bo rywal z drugiej strony parkietu wykonuje dokładnie ten sam zawód i jeśli ty postąpisz nie fair to możesz spodziewać się odpowiedniego rewanżu.

Nie wiem czy zauważyliście, że na początku meczu zawodnicy grający bezpośrednio przeciwko sobie podają sobie ręce. Jak dla mnie ten prosty gest oznacza: mimo tego, że jesteśmy na sportowej wojnie, to będziemy szanować swoje zdrowie. Oczywiście, zdarzają się spektakularne dramaty – jak wówczas gdy Karol Bielecki stracił w starciu z chorwackim rywalem oko. Ale takie dramaty towarzyszą każdej dyscyplinie, jeśli nie mamy na myśli szachów czy brydża. Być może ciężkie urazy w piłce ręcznej są nawet rzadsze niż w innych dyscyplinach zespołowych.

Piszę te słowa po zwycięstwie reprezentacji Polski nad Argentyną. Być może za kilka dni będziemy myśleć o medalu, być może nasi zawodnicy będą musieli wracać bez sukcesu. Oczywiście marzę o tej pierwszej ewentualności, ale nawet jeśli przyjdzie im wracać na tarczy, to nie stracę do nich szacunku, bo samo wyjście na boisko do piłki ręcznej wymaga nie lada odwagi. Ci panowie mają wolę walki wpisaną do życiorysu i to też się liczy.

Jeden z naszych reprezentantów po porażce z Niemcami powiedział do mikrofonu: - Będziemy walczyć w każdym następnym spotkaniu, bo jeśli jeszcze przegramy mecz z Rosją to nie mamy po co wracać do kraju.

I choćby za te proste i być może niepoprawne politycznie słowa nie da się tych chłopaków nie lubić.

Maciej Muzyczuk


Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook