Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Co im wszystkim w duszy gra

08.09.2014

Zaimponował mi w niedzielę Robert Lewandowski. I bynajmniej nie chodzi mi o cztery bramki strzelone amatorom z Gibraltaru – choć taki wyczyn nawet w konfrontacji z najsłabszym z możliwych przeciwnikiem robi wrażenie.

Lewandowski zaimponował mi gustem muzycznym. Trafiłem przypadkiem na radiowy wywiad z największą od czasów Bońka gwiazdą polskiej piłki. Na koniec rozmowy dziennikarz poprosił kapitana reprezentacji by wybrał jakiś ulubiony utwór. I Lewandowski wybrał „Wehikuł czasu” grupy Dżem. Pomijając osobisty sentyment (pierwszy raz byłem na ich koncercie w 1980 roku, a wyśpiewany właśnie w „Wehikule czasu” klub Puls pamiętam doskonale, choć zlikwidowali go z ćwierć wieku temu), to wybór Lewandowskiego zasiał w moim sercu iskierkę nadziei, że z naszym futbolem nie jest aż tak źle, skoro kapitan reprezentacji zamiast po pieśń masową w stylu „Ona tańczy dla mnie” sięga po rockową klasykę. Znaczy – człowiek myśli.

Oczywiście gusta muzyczne nie powinny podlegać ocenie. Oczywiście każdemu z nas zdarzało się tulić na parkiecie w takt „Białego misia” lub nucić pod nosem przeboje obcych lub rodzimych boysbandów. Zaryzykuję stwierdzenie, że nawet wykształcony koneser ambitnej muzyki lepiej pamięta jak brzmi utwór „My Słowianie” niż skomplikowane takty „Jaskółki uwięzionej” Stana Borysa. Ale to czego człowiek na co dzień słucha, lub do jakiej muzyki wraca, trochę jednak o jego duszy opowiada.

Nie jest tajemnicą, że w piłkarskiej szatni króluje muzyczna chała. To właśnie futboliści mają znaczący udział w wylansowaniu „Ona tańczy dla mnie” – zanim piosenka zyskała 40 milionów odsłon na youtube, była już przebojem piłkarskiego światka, który niejaka Doda opisała kiedyś słowami: „lansik, zegareczek, szybka fura i dupki – najlepiej sześć naraz”. A Doda w tym akurat przypadku wie co mówi… Kto kiedykolwiek odwiedził modną dyskotekę w mieście, w którym są zawodowi piłkarze, ten może ze stuprocentową pewnością powiedzieć, że otarł się na parkiecie o pląsającą w takt jakiegoś umpa umpa lokalną gwiazdę futbolu. Lub gwiazdę przyjezdną, bo pamiętam czas, gdy piłkarze Wisły Kraków mieli formalny zakaz odwiedzania muzycznych klubów więc gremialnie jeździli do dyskotek w Katowicach, gdzie prawdopodobieństwo spotkania działacza było minimalne. Z kolei piłkarze ze Śląska jeździli na gościnne występy do Krakowa. Zadowoleni byli wszyscy, bo właściciele dyskotek zarabiali swoje, piłkarze tańcząc podrywali nowe dziewczyny, a klubowi działacze udawali, że ich zawodnicy prowadzą sportowy tryb życia. To słodkie zafałszowane życie toczyło się w rytmie kiczowatego disco.

Dlatego muzyczny wybór Lewandowskiego wstrząsnął mną nie mniej metamorfoza jaką przeszła Ewa Kopacz – od skromnej lekarki do, tu muszę otworzyć cudzysłów, „męża stanu”. Ale w odróżnieniu od pani Kopacz, która na politycznym boisku raczej wirtuozem nie jest i nie będzie, Robert Lewandowski – piłkarz absolutnie świadomy jak sportowiec prowadzić się powinien – konsekwentnie zmierza na absolutny szczyt futbolowej hierarchii. A na tym szczycie każdy życiowy wybór, czy ten muzyczny czy kulinarny, ma znaczenie. Kebab i dyskoteka odpadają.


Maciej Muzyczuk


Zainteresował Cię artykuł? Znajdź nas na Facebooku!

Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook