Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Balon pęknie czy poleci?

07.08.2014

Mam wrażenie, że są w Polsce tematy dyżurne, które wracają jak ten stary bumerang z dowcipu (żart króciutki więc przytoczę: czy Aborygen nie może kupić nowego bumeranga? Bo nie umie wyrzucić starego…). Jednym z tych tematów jest płonąca tęcza na Placu Zbawiciela, drugim – awans polskiej drużyny do piłkarskiej Ligi Mistrzów.


O ile z pierwszą sprawą uporać można się w pięć minut, czyli zdemontować instalację lub przenieść ją do jakiegoś parku osobliwości i ustawić obok zjawiska, które samo siebie określa jako Rafalala, to z drugą tak łatwo już nie jest. Jako naród dumny i posiadający piłkarskie tradycje nie możemy ot tak sobie z Ligi Mistrzów zrezygnować, a wywalczyć awans na boisku, o czym boleśnie przekonujemy się co roku, jest zadaniem trudnym tak dalece, że co młodsi kibice myślą jako o zadaniu wręcz niewykonalnym. I co roku powtarza się to samo: awans jest o krok, balon napompowany jest do granic wytrzymałości, a na końcu boleśnie pęka. Póki co przeżywam deja vu, bo jest dokładnie tak samo jak 12 miesięcy temu.

Legia Warszawa nie jest moją ulubioną drużyną, co powtarzam do znudzenia. Ale dzisiaj z pokorą przyznaję, że styl w jakim przeskoczyła Celtic Glasgow musi robić wrażenie. Nieważne czy Legia tak dobra, czy Szkoci tak słabi – 6:1 w dwumeczu przemawia do wyobraźni, a Miroslav Radovic to jest jak na polskie warunki piłkarz wybitny (niech tylko przestanie przewracać się tak teatralnie, bo lepszy z niego futbolista niż aktor). W tym triumfalnym szpalerze pełnym wiwatujących fanów warto jednak pamiętać, że jak na teraz Legia nie zrobiła jeszcze nic, bo Celtic to już historia, a prawdziwa weryfikacja tego, czy warszawska drużyna zasługuje na Champions League dopiero nastąpi. Zamiast pompować balonik lepiej spuścić trochę powietrza i zasuwać na treningach, nawet kosztem krajowej ligi. Lato mamy upalne, głowy szybko się grzeją więc rozumiem euforyczny ton. Ale droga przed legionistami jeszcze naprawdę daleka, mniej więcej tak jak z Torunia do Gdańska autostradą A1.

No właśnie, autostrada A1. Środowa deklaracja Donalda Tuska o zaniechaniu poboru opłat w wakacyjne weekendy to jest dla mnie kuriozum większe niż ta cała Rafalala. Premier pokazał wielkopański gest (pewnie z nadzieją na to, że mu słupki urosną), a ja się zapytam grzecznie dlaczego moim kosztem? Jechałem autostradą Amber (to słowo mi się zresztą z nazwiskiem Tusk kojarzy) ze dwa tygodnie temu, swoje odstałem, wybuliłem w obie strony 59,80 zł i teraz mam dopłacać do pijarowych działań?! W decyzji premiera widzę jednak promyk nadziei, bo widać w niej jak na dłoni, że Donald Tusk nie ma żadnego planu, a każde jego działanie ma wymiar tyle doraźny, co propagandowy. Może jego akolici zaczną to wreszcie dostrzegać? Albo uzmysłowią to sobie w korkach – jestem przekonany, że w najbliższy weekend korek na bramkach A1 będzie jeszcze potężniejszy, bo powiększony o tych kierowców, którzy omijali autostradę żeby zaoszczędzić kilkadziesiąt złotych.

A za te zaoszczędzone w korkach pieniądze Polacy będą mogli wykupić transmisję siatkarskich mistrzostw świata odbywanych w Polsce. Minister sportu i inni platformerscy oficjele nie muszą kupować bo będą mieli bilety. Jestem przekonany, że darmowe.

Maciej Muzyczuk

Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook