Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Apoteoza skłoterstwa

30.12.2014

Jeśli w taki sposób mamy interpretować polską historię to ja jednak przełączę telewizor na sport.

Każdy kibic zna to uczucie. Siadasz przed telewizorem czekając na mecz piłkarski z udziałem gwiazd (załóżmy, że jest to finał mistrzostw świata), spodziewasz się nie wiadomo jakich atrakcji, niebotycznego poziomu, poezji futbolu. A potem przez półtorej godziny oglądasz – jak zwykło się ostatnio mówić – piach. Emocji jak na lekarstwo, zamiast tego coś co komentatorzy eufemistycznie nazywają „typowym meczem walki”. Ewentualnie mogą być „piłkarskie szachy”. Oba określenia oznaczają, że z boiska po prostu wieje nudą…

Mam za sobą takich doświadczeń bez liku, przyzwyczaiłem się. Cóż, sport jest nieprzewidywalny i czasem obecność na boisku najlepszych piłkarzy świata wcale nie gwarantuje, że stworzą widowisko na światowym poziomie. Co więcej, bywa i tak, że gdzieś tam na boisku drugoligowej drużyny kibic może przeżyć sportowe uniesienie – bo dawka emocji, serce i zaangażowanie graczy rekompensuje ich techniczne i taktyczne ułomności. To są jednak, przyznajmy uczciwie, przypadki absolutnie wyjątkowe. Częściej wielcy partolą widowisko niż słabi wznoszą się na wyżyny.

Oczywiście, chciałbym by takich sportowych rozczarowań było jak najmniej, ale realizm jest jak betonowe buty i mocno ciągnie w dół, więc wiem, że to jest myślenie życzeniowe. Okolice Nowego Roku to jest jednak czas składanie życzeń – więc mimo wszystko życzę tego sobie i wszystkim kibicom.

Tyle o sporcie. Teraz będzie o polityce, a konkretnie polityce kulturalnej. Od kilku miesięcy czekałem na spektakl „Karski”. Tak się składa, że poza sportem interesuję się historią, a mój zawód ściśle jest związany z telewizją. Na dodatek jakoś tam uczestniczyłem w procesie uruchamiania Sceny Faktu w TVP1 (ukłony dla Wandy Zwinogrodzkiej, która ten ważny projekt zrealizowała), więc ogromnie ucieszył mnie pomysł spektaklu o legendarnym emisariuszu Polskiego Państwa Podziemnego, który przekazał światu informację o zagładzie Żydów - a świat na tę informację nie zareagował…

Zasiadłem w niedzielny wieczór przed telewizorem spodziewając się obcowania ze sztuką. O ile osoba reżysera – Magdaleny Łazarkiewicz – zdecydowanie mnie nie przekonuje, to już odtwórcy głównych ról – Julia Kijowska, Piotr Głowacki i Łukasz Simlat – mogli być gwarancją ciekawego widowiska. Niestety, przeżyłem rozczarowanie niemal sportowe, choć gracze chciałoby się rzec światowego formatu. Zamiast dobrego spektaklu zobaczyłem kiepską propagandową agitkę. Postać Karskiego została wplątana we współczesną ideologię, a konstrukcja myślowa twórców okazała się tak karkołomna, że poczułem zażenowanie. Bo jak inaczej ocenić stan ducha kiedy dociera do człowieka fakt, iż pani reżyser stawia znak równości z jednej strony między hitlerowcami mordującymi na masową skalę Żydów a kibolami idącymi w Marszu Niepodległości, z drugiej między mordowanymi Żydami a mieszkańcami warszawskiego skłotu?! Ja rozumiem, że sztuka ma prawo być alegoryczna. Ale nie rozumiem jak można ustawiać na tym samym poziomie rzeczy, których ustawić się po pierwsze nie da, a po drugie nie wypada.

Jeśli w taki sposób mamy interpretować polską historię to ja jednak przełączę telewizor na sport.

Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook